Dwie historie transkobiet. Dwie książki napisane przez transkobiety. Czy to sprawia, że są do siebie podobne? Uświadomiłam sobie, że wkładanie do jednego worka tych dwóch książek tylko dlatego, że autorkami są transkobiety, inspirujące się swoimi doświadczeniami, jest w gruncie rzeczy nadawaniem im jakiejś określonej etykietki, oczekiwaniem jakiejś określonej narracji.

Tymczasem każda z nich chce po prostu czuć się dobrze ze sobą, żyć na własnych zasadach. Każdy z nas tego chce. To paradoks, że wszyscy jesteśmy tacy podobni w tej potrzebie, by uszanowano naszą odrębność. 

Postanowiłam, że zamiast szukać różnic i podobieństw i wyciągać wnioski po prostu zacytuję obie narratorki. To chyba najlepiej odda to, do czego dążymy wszyscy – ciskobiety i transkobiety, transmężczyźni i cismężczyźni – do bycia sobą.

Wybór książek to zupełny przypadek. Wybór cytatów już mniejszy, ale nie stoi za nim żadne wymyślna koncepcja ani nie ma drugiego dna. Liczę tylko na to, że po przyczytaniu cytatów sięgnięcie po książki.

Kinga:

Pamiętam, jak pewna wredna dziewczyna usłyszła coś przykrego od kolegi i od razu zaczęła płakać. Pomyślałam sobie: „Aha, to taka jesteś silna? Od razu w ryk? A co ja mam powiedzieć? Przecież przeżywam takie sytuacje codziennie. To ja powinnam wyć non stop. Przecież jestem tak jak ty… wrażliwą dziewczyną“.

W szkole jechali po mnie bez żadnego hamulca. Wszyscy. Właściwie najmniej ludzie z klasy. Pamiętam, jak podszedł do mnie na korytarzu sąsiąd z mieszkania vis-a-vis i powiedział: „Wiesz, że jesteś popierdolony!“. Śmiali się, powtarzali, że lepiej, żeby mnie nie było.

Zaczynałam rozumieć, że ja również jestem kobietą. Skonfliktowaną z życiem, pełną bólu, namiętności kobietą. Chociaż nikt poza mną tego nie dostrzegał. Chciałam być kobietą też na zewnątrz, lecz nie wiedziałam jak. Widziałam siebie jako osobę bardzo dziwną fizycznie. Chodziłam w polarze. Na twarz nakładałam grubą warstwę podkładu i pudru. Zarost nie chciał ustąpić za cholerę. Im więcej makijażu nakładałam, tym dziwniej to wyglądało. Mama się dziwiła, że wyglądam tak nienaturalnie. Chciało mi się wyć. I nie miał mi kto doradzić.

Dla wszystkich byłam chłopakiem, a dla siebie właściwie nikim. Skazana na wieczne udawanie, ukrywanie. Zarost, wielka grdyka, penis, paskudne jądra, strój, który przecież nie mógł być kobiecy.

Justin Vivian:

Iced Watermelon Revlona, matoworóżowa pomadka dostępna w większości drogerii pod koniec lat sześćdziesiątych, była ulubioną szminką mojej matki. Jako pierwszoklasistka nauczyłam się malować nią usta przed każdym wyjściem do szkoły. Nie wiem, ile dni uchodziło mi to płazem, ale wiem, że kiedy wychodziłam z domu, czułam się bardziej pewna siebie. (…) Nie przypominam sobie, żeby ktoś w szkole miał problemy z moją szminką. Moja wychowaczyni, pani Bivens, nie powiedziała ani słowa – zresztą sama oddawała się rytuałom piękna.

Fragment strony justinvivianbond.com

Wychowywały mnie dziewczęta i podobało mi się to. Byłem ich małpką, maskotką, którą mogły przebierać i z którą mogły się droczyć i bawić. Wydawało mi się to naturalne i miłe.Gdy poszedłem do szkoły jesienią 1969 roku, znalazłem się po raz pierwszy w towarzystwie chłopców. Byłem przerażony. Ciągle biegali, głośno krzyczeli, bawili się ciężarówkami, grali w piłkę, bili się i pocili. Irytowali mnie i budzili niesmak.

W czasie walki o prawa kobiet z wielkim zainteresowaniem śledziłem wszelkie telewizyjne newsy o feministkach, podpalających biustonosze i noszących transparenty z hasłami o równości płci. Wykombinowałem wtedy, że skoro kobiety i mężczyźni są równi, to nie ma znaczenia, czy jestem kobietą, czy mężczyzną. Zrobiłem transpartent Ruch Wyzwolenia Dzieci i maszerowałem z nim po naszej okolicy.

Nasze przedwczesne życie seksualne było niebezpieczne i ekscytujące. Nie mogłem pojąć tej kombinacji pożądania i odrazy. Szczerze nienawidziłem Micheala, ale w naszej fizycznej zależności było coś, czemu nie umiałem się przeciwstawić. Czułem, że to, co robimy jest złe, i on musiał czuć to samo, a jednak razem znajdowaliśmy sposoby na realizację naszych fantazji i odkrywanie tożsamości, które baz naszej dziwnej relacji pozostałyby dla nas niedostępne. (…) Nienawidziłem go za demonstrowanie przy innych swojego twardego „heteroseksualizmu“, który miał kontrastować z moim pedalstwem, podczas gdy w życiu prywatnym obaj byliśmy kompletnymi świniami.

Kinga:

Weszliśmy na salę rozpraw. Okazało się, że sędzia jest kobietą. Trochę mi ulżyło. Wydaje mi się, że mężczyznom trudniej zaakceptować transpłciowość. Sędzia nieśmiało zapytała, „jak zaczął się problem, którego dotyczy pozew“. Nawet nie pamiętam, czy używała formy żeńskiej, czy męskiej. (…) Na koniec powiedziałam, że pragnę tylko normalnego życia.

Nieustannie zadaję sobie pytanie, czym jest dla mnie kobiecość. Ze względu na nią byłam traktowana wyjątkowo okrutnie. Najpierw wyzywano mnie od pedałów, ponieważ ją we mnie dostrzegano, potem zostałam „transwestytą“, bo jak na kobietę byłam zbyt męska. Kiedyś kobiecość istniała we mnie w sposób naturalny, ujawniając się bez jakiegokolwiek intencji w mojej strony, odróżniała mnie od chłopaków w moim wieku. Potem psycholog przekonywał, żeby starała się być bardziej kobieca. Ja jednak nie chciałam dopasowywać się do cudzych wyobrażeń, uważałam, że mam prawo po swojemu dążyć do harmonii ciała i duszy. Oczywiście pragnęłam mieć biust, gładką skórę, ale dziwiło mnie, że oczekuje się ode mnie poświęcenia autentyczności. Że nie mogę wyjść z domu ot tak, bez make-upu, w szerokim swetrze, bo wtedy nie udowodnię komuś tam, jak bardzo czuję się kobietą.

Justin Vivian:

W katalogach Sears znajdował się rozdział poświęcony bieliźnie i ekscytowało mnie piękno umieszczanych tam zdjęć. (…) Często siadałem i rysowałem szlafroczki, wyobrażając sobie, że gry wreszcie urosną mi cycki, zaprojektuję własny.

Gdy rozpoczęłam naukę w liceum, rzeczywistość okazała się daleka od marzeń. Zamiast przedzierzgnąć się w piekną bogninię ze snów, robiłam wszystko, żeby nie rzucać się w oczy.

Pewien sławny aktor powiedział kiedyś, że największą zaletą biseksualizmu jest to, że podwaja on szansę wyrwania kogoś na sobotniej imprezie. Być może miał rację, ale w moim przypadku biseksualizm mnoży również trudności. (…) Trudno mi się na przykład zdecydować, co włożyć na wieczorne wyjście na miasto, bo ja nie dzielę cichów na męskie i damskie, nie dobieram ich odpowiednio do wieku i nie widzę różnicy między tym, co eleganckie, casualowe i sportowe.

Kinga:

Mama była w szoku. „Jak to do szpitala psychiatrycznego?!“ Tata spytał: „To po co było to wszystko, jak teraz jest takie coś?“. Miał rację. Może od razu powinnam była się zabić?

Justin Vivian:

Opowiedziałem rodzicom i psycholożce, że moja złość po części może być skutkiem ciągłego prześladowania i nazywania mnie pedałem – właśnie dlatego nie czułem się w szkole bezpiecznie. Na korytarzu poszturchiwano mnie, a czasem nawet bito po głowie. Nigdy nie wiedziałem, kiedy nastąpi wybuch, ani co może go spowodować, dlatego nienawidziłem szkoły. Tydzień później psychlożka powiedziała nam, że dyskretnie obserwowała mnie na szkolnym korytarzu i robiłem wrażenie osoby bardzo zadowolonej, zintegrowanej z otoczeniem i popularnej. (…) Rodzice poczuli ulgę, dowiedziawszy się, że jestem zdrowy i – z jakichś nieznanych nikomu powodów – wszystkie swoje problemy po prostu zmyśliłem. (…) W to, że mówię prawdę, wierzył mój wuefista, bo rezygnowałem z każdej lekcji wuefu. (…) Wiedział bowiem dobrze, że moje pojawienie się na boisku albo w szatni mogłoby wywołać niepotrzebną sensację, wzbudzić wśród chłopców niepokój, a nawet sprowadzić na mnie nieszczęcie. Wolał więc udawać, że nie istnieję, a ja byłem mu za to wdzięczny.

Kinga:

Skoro obiecałam sobie kiedyś, że będę autentyczna, musiałam przyznać, że kocham Jezusa. Jestem chrześcijanką. Transpłciową chrześcijanką, nwet jeśli dla kogoś jest to niedorzeczne, to ja jestem, żyję. I myślę o Bogu.

Strona zainicjowana przez Kingę Kosińską

Ludzie chyba potrzebują „innego“, żeby go obwiniać o to, jaki ten świat jest. (…) To odrzucenie nieznanego. Bo jesteś dziewczęcy, pedalski, masz wielki łeb. Odstajesz. Jesteś dziwny. To twoja wina. Musisz się zmienić, nie możesz być sobą.

Justin Vivian:

Moja psychiczna wolność ujawniała się w rysunkach, pisaniu, rozśmieszaniu ludzi i życiu towarzystkim. Coraz bardziej oddalałam się od świata rodziców, gdzie wszystkiemu przyklejano etykietkę przewrażliwienia, a moim pragnieniom i działaniom odbierano znaczenie.

***

Kinga Kosińska Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było
Justin Vivian Bond Tango. Powrót do dzieciństwa, w szpilkach